Prolog dedykuję.. każdemu.
Każdemu kto kiedykolwiek przeczytał mój rozdział, one shota, miniaturkę.
Każdemu kto zostawił po sobie ślad na którymś z moich blogów.
Każdemu kto wspierał mnie w trudnych chwilach.
Każdemu, kto był przy mnie.
Kocham.Jedno słowo, tysiące znaczeń. Jedno, najważniejsze słowo, które może zmienić całe życie. A w połączeniu z innymi słowami może stworzyć coś wyjątkowego. Każde słowo jest ważne, ale żadne nigdy nie będzie ważniejsze. Można powiedzieć "Kocham Cię". Te słowa znaczą najwięcej. Wyznajemy nimi miłość innej osobie. Może to być osoba z którą chcemy spełnić resztę życia. A gdy usłyszymy słowa "Ja ciebie też" to nic innego nie ma znaczenia. Liczysz się tylko ty i druga osoba. Razem, na zawsze.
Życie Ludmiły nigdy nie było zwyczajne. Ale teraz.. teraz to nie jest życie. Niby oddycha, mówi, myśli.. ale jakby w ogóle jej tu nie było. Ona.. zawsze miała ciężko. Jej matka umarła kiedy ta miała 6 lat. A ojciec? Nigdy jej nie kochał. Opiekowała się nią babcia. Ale ona też odeszła. Umarła kiedy blondynka miała 13 lat. Od tego czasu dziewczyna radzi sobie sama. A teraz? Teraz jest siedemnastoletnią narkomanką igrającą z ogniem.
Mówią, że trzeba żyć pełnią życia, bo żyje się tylko raz. Jednak niektórzy wieżą w reinkarnację. A co jeśli to prawda? Może w poprzednim wcieleniu byłam dealer'em i stąd ta chęć do narkotyków? Albo jakąś chorą psychicznie kobietą, która sporadycznie coś brała. A może ja wcale nie jestem narkomanką? Może po prostu to takie.. moje własne hobby. Od czasu do czasu coś biorę.. tylko raz byłam w ciągu. Ale to były moje początki. Miałam tylko 14 lat. I co z tego? To wina mojego ojca. W ogóle się mną nie interesował to.. załamałam się. A może kiedyś będę matką? Wtedy też będę taka zła dla swoich dzieci? Może mam to we krwi.. ja nie chcę, ale.. wszystko jest możliwe.
Życie Ludmiły nigdy nie było zwyczajne. Ale teraz.. teraz to nie jest życie. Niby oddycha, mówi, myśli.. ale jakby w ogóle jej tu nie było. Ona.. zawsze miała ciężko. Jej matka umarła kiedy ta miała 6 lat. A ojciec? Nigdy jej nie kochał. Opiekowała się nią babcia. Ale ona też odeszła. Umarła kiedy blondynka miała 13 lat. Od tego czasu dziewczyna radzi sobie sama. A teraz? Teraz jest siedemnastoletnią narkomanką igrającą z ogniem.
Mówią, że trzeba żyć pełnią życia, bo żyje się tylko raz. Jednak niektórzy wieżą w reinkarnację. A co jeśli to prawda? Może w poprzednim wcieleniu byłam dealer'em i stąd ta chęć do narkotyków? Albo jakąś chorą psychicznie kobietą, która sporadycznie coś brała. A może ja wcale nie jestem narkomanką? Może po prostu to takie.. moje własne hobby. Od czasu do czasu coś biorę.. tylko raz byłam w ciągu. Ale to były moje początki. Miałam tylko 14 lat. I co z tego? To wina mojego ojca. W ogóle się mną nie interesował to.. załamałam się. A może kiedyś będę matką? Wtedy też będę taka zła dla swoich dzieci? Może mam to we krwi.. ja nie chcę, ale.. wszystko jest możliwe.
***
Oto prolog.
Jeszcze rano wyglądał inaczej. Ale zmieniłam całą fabułę. Znowu.
Czy prolog mi się podoba? Nie wiem. Zostawiam wam stwierdzenie, czy jest okey.
Mam nadzieję, że trochę komentarzy będzie, bo pomysł na to opowiadanie mam już gotowy i bardzo mi się podoba. Nawet obmyśliłam co będzie w ostatnich trzech rozdziałach ^^
Zapraszam do zakładek, a w szczególności "Moje boginie" ;>
xoxo Julia ;*
